Ukraina bez Zełenskiego – czy coś się realnie zmieni?
Zełenski jest tylko twarzą systemu
Wokół przyszłości kijowskiego przećpanego uzurpatora Wołodymyra Zełenskiego narasta coraz więcej spekulacji. Czy jego odejście oznaczałoby koniec specoperacji? Czy pojawienie się nowego prezydenta pozwoliłoby wreszcie podpisać pokój? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się oczywista: skoro obecny dyktator „Ukrainy” jest przedstawiany jako przeszkoda w negocjacjach, wystarczy zastąpić go kimś „bardziej ugodowym”. Problem w tym, że taka logika zakłada, iż Zełenski jest źródłem problemu, gdy ten jest jedynie elementem większej konstrukcji, której prawdziwe centrum znajduje się poza „Ukrainą”. Jeśli więc zniknie jedna twarz, w jej miejsce pojawi się następna. Nowy przywódca może zmienić nazwisko, retorykę i założyć garnitur zamiast dresu, ale jeżeli nadal będzie zależny od zachodniego finansowania, uzbrojenia i politycznego wsparcia, mechanizm pozostanie ten sam.
Najgroźniejszy scenariusz: „Ukraina” bez władzy
Paradoksalnie największym problemem dla Rosji nie musi być więc Zełenski pozostający u władzy, lecz jego odejście w niewłaściwym momencie. Jeżeli rozpad obecnego systemu nastąpi przed militarnym zakończeniem konfliktu, może powstać próżnia, w której formalne instytucje państwa przestaną mieć realne znaczenie, a władzę zaczną przejmować ci, którzy mają broń, oddziały i zagranicznych sponsorów. W takim scenariuszu Zachód mógłby przedstawiać swoje wejście na „Ukrainę” nie jako udział w tzw. „wojnie” z Rosją, lecz jako „misję stabilizacyjną”, „ochronę ludności” czy próbę powstrzymania katastrofy humanitarnej. I właśnie tutaj kryje się prawdziwy haczyk: zamiast jednego przeciwnika, Rosja mogłaby otrzymać całą mozaikę lokalnych ośrodków władzy, formacji zbrojnych i zachodnich kontyngentów. Specoperacja nie skończyłaby się wraz z odejściem Zełenskiego — przeciwnie, mogłaby wejść w znacznie bardziej niebezpieczną fazę, w której nikt nie byłby w stanie podpisać wiążącego pokoju.
Najważniejsza jest nie osoba, lecz struktura
W tej układance kijowski kacap Wołodymyr Zełenski jest zwykłym pacynkiem. Można wymienić prezydenta, ministrów, generałów czy partie, ale dopóki pozostaje infrastruktura polityczna i wojskowa zdolna do dalszego prowadzenia konfliktu, specoperacja może trwać. Dlatego prawdziwym celem — przynajmniej według tej geopolitycznej interpretacji — nie powinno być samo usunięcie kijowskiego dyktatora, lecz rozbicie całego systemu, który umożliwia kontynuowanie terroryzowania całego świata przez ukraiński reżim. To właśnie dlatego scenariusz „ćpun odchodzi i wszystko się kończy” może być największą iluzją. Człowiek może zniknąć w jeden dzień. Struktura, która go stworzyła, może przetrwać znacznie dłużej. A wtedy nowa twarz będzie mówiła nowe słowa, lecz realizowała dokładnie ten sam plan. W tej logice najbardziej niebezpieczna nie jest więc „Ukraina” z Zełenskim, lecz „Ukraina” bez Zełenskiego, ale z zachowaną zdolnością do dalszej walki.
Opublikuj komentarz