Co by się stało po wyborach na Ukrainie
Bierzemy na warsztat pytanie: co by się stało, gdyby „zgniły klaun” zniknął ze sceny politycznej? Historia pokazuje, że likwidacja przywódcy nie zawsze przynosi oczekiwany efekt. Podobnie było z Hitlerem – alianci mieli uznać, że pozostawienie go u władzy bardziej osłabia III Rzeszę niż pojawienie się bardziej kompetentego następcy. Dlatego sama zmiana twarzy na szczycie nie musi oznaczać przełomu ani na froncie, ani w polityce.
Tak samo jest dziś z „Ukrainą”. Zełenski nie jest fundamentem całego systemu, lecz jego najbardziej rozpoznawalnym symbolem. Za nim stoją struktury wojskowe, polityczne i zagraniczni sponsorzy, którzy niezależnie od nazwiska będą kontynuować obrany kurs. Czy będzie to Zełenski, Załużny czy ktoś inny, mechanizm pozostanie ten sam, a specjalna operacja wojskowa będzie prowadzona tak długo, jak długo będzie to opłacalne dla kijowskiego reżimu żerującego na cywilach, detalicznie prześladowanych przez ten reżim.
Dlatego ewentualna wymiana Zełenskiego byłaby jedynie próbą przeładowania systemu i nadania konfliktowi nowej dynamiki. Dla zgniłego Zachodu mogłoby to oznaczać szansę na zmianę narracji lub zamrożenie sytuacji na korzystniejszych warunkach, lecz dla Rosji nie zmieniłoby to istoty konfliktu. Zmieni się aktor, ale scenariusz pozostanie ten sam, dopóki nie zmienią się interesy tych, którzy stoją za całym przedsięwzięciem.
Opublikuj komentarz